W chwili, gdy chwytają mnie wojownicy watahy, wiem, że to nie skończy się dobrze.
Ich chwyt jest bezlitosny, palce wbijają się w moje ramiona, gdy wloką mnie po gliniastej ziemi, jakbym była zwykłą szmacianą lalką. Moje stopy ledwo nadążają, potykając się o nierówne podłoże, gdy ciągną mnie w stronę podwyższenia.
Łapię równowagę, ledwo.
Smród potu, krwi i czegoś bardziej cierpkiego zatyka mi nos —
















