Targ tętnił hałasem, ale ja słyszałam tylko krew huczącą w uszach, gdy gnałam przez labirynt stoisk, nie spuszczając wzroku z mężczyzny przed mną. Cholerny drań. Dorwę cię.
Był szybki — zbyt szybki jak na kogoś, kto wyglądał, jakby opuścił kilka posiłków — ale mnie napędzało coś ostrzejszego niż adrenalina: gniew.
Ten palant nas prześladował, a ja miałam dość uciekania.
Ominęłam stragan z owocami,
















