Zapach zwietrzałych papierosów i tanich perfum lgnie do korytarza niczym cholerna zła wróżba.
Moje buty stukają o popękane kafelki, każdy krok wydaje się cięższy od poprzedniego. Fluorescencyjne lampy nad głową migoczą — bzycząc jak zdychający komar — zalewając wszystko mdłym, żółtym blaskiem. W całym budynku śmierdzi szczynami i żalem. To rodzaj miejsca, w którym marzenia zdychają zapomniane w ką
















