Budzę się na pieprzonej podłodze.
Cholera, zasnęłam tu? Czy ktoś zorientował się, że się włamałam?
To nie moje łóżko. Nie moja kanapa. Nawet nie, kurwa, krzesło. Nie, leżę rozkraczona na cholernie zimnej, zakurzonej podłodze w biurze Bennetta, z policzkiem przyklejonym do teczki, podczas gdy mój kręgosłup krzyczy z protestu, a tuż przed moją twarzą stoi para czarnych, wizytowych butów.
A potem roz
















