Dziś rano czeka na mnie drugi bukiet.
Martwy. Znowu. Jakby ktoś wyskubał płatki prosto z cmentarza i pomyślał: Wiesz co? To rozjaśni jej dzień.
Mrużę oczy, patrząc na ten pomarszczony bałagan zrzucony tuż pod moimi drzwiami. Kwiaty są jeszcze gorsze niż ostatnio — chrupiące, sczerniałe, zwijające się, jakby próbowały wycofać się same w siebie. Tym razem w środku też jest liścik.
„Pasuje do twojej
















