W momencie, gdy Malakai wchodzi do pokoju, atmosfera się zmienia.
Cisza zapada tak ciężko, że aż dusi. Nawet Aurelia, wieczna aktorka, prostuje się, jakby instynkt podpowiadał jej, by skurczyć się pod jego obecnością. Ale Malakai nie zaszczyca jej spojrzeniem. Jego ciemne oczy omiatają pokój, zatrzymując się na mnie.
Nie ma w nich rozpoznania. Nie ma ciepła. Nie ma wahania.
Tylko zimny, suwerenny
















