Malakai nie powinien się tak zachowywać, jeśli nie czuje tego, co ja.
Podtrzymuje mnie bez wysiłku, ale w sekundzie, gdy uświadamia sobie, jak blisko jesteśmy, cofa się, jakbym go oparzyła. Jego ciało odskakuje tak szybko, że znów omal nie upadam. To prawie zabawne – wielki, zły Król Likanów z amnezją, zachowujący się, jakbym była jakąś pieprzoną zarazą.
– Dzięki za ratunek, dupku – mruczę, strzep
















