Ledwo wchodzę do biura, a Bennett rzuca we mnie granatem.
— Dziś masz przymiarki na bal.
Zatrzymuję się w pół kroku, mój mózg buforuje jak gówniane łącze internetowe. — Słucham, na co?
Bennett, wyglądający irytująco nieskazitelnie jak na kogoś, kto pewnie rano wyczołgał się z krypty, nawet nie podnosi wzroku znad stosu papierów, które przegląda. — Na bal. Ten, który organizuje Król. Ten, który rel
















