Zapach starych książek i lakierowanego drewna uderza mnie, gdy tylko wchodzimy do biblioteki, i przez chwilę prawie zapominam o wysokim, ponurym dziecku w ciele mężczyzny, które wlecze się za mną.
Prawie.
Malakai rzuca się w tym miejscu w oczy jak przysłowiowy wół, a jego potężna sylwetka zasłania światło sączące się przez wysokie okna.
Jego zielone oczy omiatają rzędy półek, zatrzymując się na gr
















