Malakai wpatruje się we mnie, jakby właśnie coś kalkulował. Jakby decydował, czy skłamać. Rozpoznaję to spojrzenie, bo sama używałam go miliony razy.
Jego oczy — ciemne, drapieżne, irytująco nieprzeniknione — powstrzymują moje i przez ułamek sekundy mogłabym przysiąc, że coś w nich jest. Błysk rozpoznania. Pęknięcie w tej tajemnicy. A potem, po prostu, to znika.
Kręci głową, po czym nadstawia łeb,
















