Z perspektywy Viviany
Miejsce, które tym razem wybrali Colombowie na nasze spotkanie, było ponure, pełne czerwonych cieni i polerowanego czarnego marmuru – taki rodzaj lokalu, który udawał klub, ale sprawiał wrażenie konfesjonału dla przestępców.
Nienawidziłam tego, że mój puls pozostał miarowy, gdy wchodziłam do środka.
Strach był tam, owszem, ale pod nim kryło się coś chłodniejszego, ostrzejszeg














