POV Vincenza
W moim biurze na najwyższym piętrze panowała cisza, z wyjątkiem równego, doprowadzającego do szału tykania ściennego zegara. Arturo podszedł do mojego mahoniowego biurka i położył na samym jego środku cienką, płaską teczkę. Ciche plaśnięcie papieru o drewno odbiło się echem w rozległym pomieszczeniu.
"To wszystko, co udało nam się zebrać w ciągu czterdziestu ośmiu godzin" – powiedział














