Droga powrotna do domu była cichsza niż jazda do sali bankietowej.
Nie była ciężka. Nie była napięta. Po prostu przygaszona.
Rocco siedział na tylnym siedzeniu, z pasem bezpieczeństwa przylegającym do jego klatki piersiowej, wpatrując się przez okno zamiast mówić bez przerwy, jak miał w zwyczaju. Jego wcześniejsza ekscytacja przygasła, ustępując miejsca zamyślonej ciszy, która sprawiała, że bolała














