Perspektywa Vincenzo
Ostrożnie niosłem tacę po schodach, uważając na miski balansujące odrobinę zbyt blisko krawędzi.
Były na niej dwie miski. W jednej znajdował się rosół z kurczaka dla Rocco – ciepły, lekko przyprawiony, dokładnie taki, jaki moja matka robiła dla mnie. A w drugiej mniejsza porcja dla Viviany, choć wątpiłem, by się jej tknęła. Z tego, co pamiętałem, nie przepadała za jedzeniem z














