Perspektywa Vincenza
Nie zabrałem jej do salonu. Nie mogłem.
To miejsce wydawało się zbyt wyeksponowane, zbyt odległe od tego, co musiałem zrobić.
Zamiast tego poprowadziłem ją do kuchni – cichej, ciepłej, oświetlonej jedynie światłem podszafkowym. Wydawała się innym światem w porównaniu z zaułkiem, gdzie jej krzyk odbijał się o moje żebra, jakby coś pękało.
Viviana usiadła na stołku ze splecion














