Perspektywa Viviany
Gino padł na ziemię niczym marionetka, której odcięto sznurki.
W jednej sekundzie stał tam, żywy, wściekły i niebezpieczny, a w następnej leżał już na asfalcie, a jego ciało wykręcone było w nienaturalny sposób, gdy wokół rosła ciemna kałuża.
Krew.
Tak dużo krwi.
Wpatrywałam się w to; mój umysł wzbraniał się przed nadążaniem za wzrokiem.
Jego klatka piersiowa się nie poruszała














