Punkt widzenia Vincenzo
Sala bankietowa żarzyła się ciepłym światłem i cichym przepychem, rodzajem elegancji, który moja matka zawsze kochała. Była elegancka, ale nie ostentacyjna. Ściany zdobiły białe kwiaty, na każdym stoliku migotały świece, a miękka muzyka wplatała się w szum rozmów.
Było idealnie.
Zasługiwała na to, co idealne.
Rocco kurczowo trzymał się dłoni Viviany, gdy podchodzili do moje














