Perspektywa Viviany
Dłoń Vincenza spoczęła na moim udzie, zanim zdążyliśmy minąć bramę.
– Patrz na drogę – mruknęłam, chociaż siedzieliśmy na tylnym siedzeniu, a on wcale nie prowadził. Wcale też nie odsunęłam się od jego dotyku, wręcz przeciwnie, przysunęłam się bliżej.
Zaśmiał się cicho, lekko zaciskając palce. – Robisz to celowo.
Zerknęłam na niego. – Robię co?
– Mając to na sobie – powiedział














