Z perspektywy Viviany
Po obiedzie Vincenzo odprowadził Rocco do naszego pokoju, podczas gdy ja wyszłam na balkon, żeby mieć trochę prywatności. W chwili, gdy mój telefon znów się zaświecił, pokazując kolejne nieodebrane wiadomości, moje serce się ścisnęło.
Byłam winna Ginevrze i Marcie wyjaśnienia.
Najpierw zadzwoniłam do Ginevry.
Odebrała po drugim sygnale.
"Viv? Och, dzięki Bogu". Jej ulga była














