Z perspektywy Viviany
Rocco zarzucił plecak na ramiona z dramatycznym westchnieniem, sugerującym, że szkoła to wymierzona w niego wielka niesprawiedliwość. Zazwyczaj nie marudził z powodu chodzenia do szkoły, ale w niektóre dni nie pałał do tego szczególnym entuzjazmem. A dziś był po prostu jeden z tych dni.
– Przeżyjesz – powiedziałam, kucając, by wyprostować skręcony pasek plecaka. – Mamy dopi














