Z perspektywy Viviany
Z początku w ogóle nie usłyszałam jego kroków.
Słyszałam jedynie bicie własnego serca – bolesne, gorączkowe dudnienie pod moimi dłońmi, kiedy kuliłam się na zimnej, marmurowej podłodze, próbując złapać roztrzaskane kawałki siebie samej, zanim zdążą się rozsypać.
Wtedy usłyszałam jego głos: – Viv?
Brzmiał ciepło, z wyczuwalną troską; było to dokładnie to, na co nie byłam gotow














