Z perspektywy Viviany
Gdybym tylko wystarczająco mocno udawała, życie wydawałoby się niemal normalne.
Niemal.
Minęło kilka dni od naszego powrotu do Florencji. Kilka dni rutyny, której nigdy nie spodziewałam się już doświadczyć: z Vincenzem, który codziennie rano odwoził Rocco i mnie, a wieczorami nas odbierał. W dni, kiedy nie mógł tego zrobić, przed budynkiem zawsze czekał samochód – przyciemnia














