Słońce wspinało się wyżej, ogrzewając taras przy basenie. Rocco wesoło pluskał się w wodzie. Strażnicy obserwowali. Czas mijał.
Ale Vincenzo nie wracał.
Z każdą upływającą minutą cichy ból w mojej piersi narastał, aż poczułam, jakby coś ostrego wbijało mi się pod żebra. Tłumaczyłam sobie, że nie powinno mnie to obchodzić, że to nie było to samo co kiedyś, że zajmował się czymś ważnym.
Lecz im więc














