Perspektywa Viviany
Chłodne nocne powietrze uderzyło mnie niczym policzek.
Wyszłam z sali balowej i oparłam się o kamienną balustradę tarasu; miasto Florencja migotało pode mną jak we gorączkowym śnie. Oddychałam płytko, a jedwab mojej sukienki nagle stał się zbyt ciasny, jakby jakaś dłoń zaciskała się wokół moich żeber.
Wciąż moja żona.
Nie.
Nie, nie mogłam o tym myśleć.
Nie wtedy, gdy każda czę














