Z perspektywy Viviany
Obudziłam się w cieple.
Nie tylko takie fizyczne, choć bez wątpienia było obecne, ale to rzadkie, rozbrajające ciepło, które wsiąkało pod moją skórę i osiadało gdzieś głęboko za żebrami.
Vincenzo oplatał mnie ramionami, jego jedna ręka ciężko spoczywała na mojej talii, a podbródek wtulił w zagłębienie między moją szyją a ramieniem, jakby było to jego naturalne miejsce. Oddyc














