Opony taksówki nuciły monotonny rytm na zabytkowych, brukowanych uliczkach, unosząc mnie z dala od jaskini lwa. Florencja przesuwała się za szklaną szybą w tętniącym życiem rozmyciu świecących latarni i wesołych, wieczornych tłumów. Miasto było skąpane w swoim niezwykłym, odurzającym uroku, z parami spacerującymi wzdłuż rzeki Arno i śmiechem wylewającym się z otwartych drzwi lokalnych trattorii. A














