Perspektywa Viviany
Zauważyłam to w chwili, gdy wyszliśmy z mojego biura.
Vincenzo nie odsunął się ode mnie.
Nie całkowicie.
Szedł blisko, zbyt blisko, by to było przypadkowe; jego obecność u mojego boku była czymś solidnym, nieustępliwym, gdy podążaliśmy za Emilio korytarzem w stronę sali konferencyjnej. Za każdym razem, gdy Emilio zwalniał, Vincenzo dostosowywał tempo, tak by pozostawać zaledwi














