Większość zeszłej nocy spędziłam przewracając się z boku na bok, sen omijał mnie szerokim łukiem. Zasnęłam dopiero późno w nocy, albo wcześnie rano, w zależności od tego, jak na to spojrzeć.
Kiedy w końcu nadszedł ranek i lekko potrząsnęłam Rocco, by go obudzić, uświadomiłam sobie, że płonął w gorączce.
W momencie, w którym dotknęłam jego czoła, panika przeszyła mnie tak ostro, że musiałam usiąść














