Pierwsze, co czuję po przebudzeniu, to ból przy każdym oddechu.
Nie jest to ten szybki, kłujący ból – nie ten, który krzyczy o urazie – jest on cięższy, wolniejszy i bardziej złośliwy, jakby ciężar wczorajszego dnia, wszystkiego, co się wydarzyło, osiadł w moim ciele, gdy spałam, kotwicząc mnie do materaca niczym kamień na dnie oceanu. Ręce odmawiają posłuszeństwa. Nogi wydają się należeć do kogoś
















