Godziny zlewają się w niewyraźną plamę cichych szeptów i stłumionych kroków, stłumionych rozciągnięć i wymruczanych słów otuchy; poczekalnia kurczy się z każdym wyczytanym nazwiskiem, z każdą dziewczyną, która wychodzi i nie wraca.
Pozostaję złożona w pozycjach rozciągających, mięśnie drżą od trzymania ich zbyt długo, serce łomocze powoli i ciężko w piersi; próbuję się skupić, zachować ostrość, na
















