Weekend nie mógł nadejść wystarczająco szybko.
Nie ma jeszcze południa, a ja już jestem napięta do granic możliwości, nerwy mam naciągnięte jak struny, mózg brzęczy w tuzinie różnych kierunków, które wydają się równie niemożliwe do uchwycenia.
Tydzień był... interesujący.
Męczący, bardziej niż cokolwiek innego.
Traktowałam Tylera chłodno przez większość czasu — nie dlatego, że chciałam go ukarać,
















