Świat wciąż wiruje zbyt szybko.
Wszyscy wciąż są wokół mnie – śmieją się, wiwatują, przytulają – ale cofam się ze środka sali, potrzebując tylko sekundy, oddechu, chwili dla siebie, zanim wybuchnę w kulę płaczliwego brokatu. Ściskam teczkę, którą dała mi Madame, przy piersi, jakby była najświętszą rzeczą na świecie. Bo w tej chwili, w pewnym sensie jest.
Wymykam się na korytarz w pobliżu wieszaków
















