Kiedy otwieram oczy, świat spowity jest aksamitną czernią.
Nie tą miękką. Tą, która przylega, która połyka wszystko w całości. Światło księżyca nie przemyka zza zasłon. Żadnego blasku latarni. Tylko gęsta, ciężka ciemność. Zajmuje mi kilka sekund zarejestrowanie, dlaczego wszystko wydaje się tak ciepłe, solidne i… stabilne.
Wtedy to czuję.
Moje czoło spoczywa na czymś twardym. Nie niewygodnie twar
















