logo

beletrystyka

Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu

Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu

Autor: Lenora Shaw

Rozdział 7: Penny
Autor: Lenora Shaw
18 sty 2026
Wejście do salonu wypełnia ciepłe światło i cichy szmer rozmów. I on tam jest. Na początku mój mózg próbuje go skatalogować jako chłopaka. Po prostu kolejny chłopak kręcący się w pobliżu, pewnie jeden z kolegów Tylera, albo sąsiad, albo— Nie. Nie chłopak. Mężczyzna. Opiera się o framugę, jakby był właścicielem tej przestrzeni i jednocześnie miał jej to za złe; ramiona ma skrzyżowane mocno na piersi, a mięśnie przedramion napinają się pod rękawami czarnej koszulki typu henley, opiętej na jego sylwetce. Jest potężny. Nie tylko wysoki — *wysoki*. Tak wysoki, że muszę lekko zadzierać głowę, by napotkać jego wzrok. Jeśli Tyler ma metr osiemdziesiąt, ten facet musi mieć metr dziewięćdziesiąt, może więcej, i jest zbudowany jak marzenie każdego trenera futbolu. Szerokie ramiona, grube ramiona, klatka piersiowa tak solidna, że wygląda, jakby koszulka miała się poddać i pęknąć w szwach, jeśli odetchnie zbyt głęboko. A jego włosy — ciemne. Prawie czarne. Falowane, w nieładzie, który wygląda na niezamierzony, ale jakimś cudem wciąż idealny, sięgające tuż za linię szczęki. Gapi się na mnie. Nie uśmiecha się. Nie jest ciekawy. Nie wita mnie. Studiuje mnie z surowym, chłodnym wyrazem twarzy, który sprawia, że mój żołądek skręca się nieco bez pozwolenia. Brak życzliwości w oczach. Brak ciepła. Tylko... kalkulacja. Głos Tylera przecina powietrze między nami. — Czekaj... co?! Brachu! Rzuca się naprzód i zarzuca ramię na ramiona mężczyzny w luźnym uścisku. Mężczyzna ledwo reaguje. Tylko przesuwa się nieznacznie pod ciężarem, bardziej go tolerując niż odwzajemniając. Mrugam, patrząc na nich. *Brachu?* — Brachu? — powtarzam, a mój głos jest nieco wyższy, niż zamierzałam. Tyler szczerzy się, nieświadomy i szczęśliwy jak zawsze. — Tak! To mój starszy brat. Wpatruję się w niego, a potem w mężczyznę wciąż stojącego tam, solidnego i nieuśmiechniętego. To jest brat Tylera? Wiedziałam, że ma brata w Marynarce. Wspomniał o tym raz czy dwa, zawsze ogólnikowo, tak jak mówi się o kimś, kto równie dobrze mógłby mieszkać na innej planecie. Ale nigdy nie wyobrażałam sobie tego. Podczas gdy Tyler jest samym słońcem i łatwym uśmiechem, ten człowiek jest cieniem. Tyler jest szczupły i wysportowany — żylasta muskulatura i szybkość. Ten facet jest cięższy, twardszy, wyrzeźbiony z czegoś bardziej szorstkiego. Brązowe włosy Tylera są zawsze w nieładzie, chłopięce. Włosy tego mężczyzny są ciemniejsze niż północ i opadają miękkimi falami, które muskają podbródek, okalając twarz złożoną z samych ostrych linii i przenikliwych oczu. I Tyler... Tyler jest ciepły. Ten człowiek wygląda, jakby wolał być gdziekolwiek indziej. Strząsam z siebie to dziwne napięcie, przywołuję się do rzeczywistości i robię krok naprzód, wymuszając uprzejmy uśmiech. — Miło cię poz... — Spóźniłaś się — mówi płasko, przerywając mi. Zatrzymuję się w połowie zdania. Rodzice Tylera śmieją się niezręcznie za moimi plecami; dźwięk jest kruchy. Mrugam do niego, całkowicie wytrącona z równowagi. — Yyy... — Mam na myśli — mówi, głosem niskim i urwanym — czy tak dziękujesz ludziom za zaproszenie? Wpatruję się w niego. Czy on mówi poważnie? Mama Tylera wkracza do akcji, śmiejąc się nieco zbyt jaskrawo. — To, co mój syn Asher *próbuje* powiedzieć, to... tęskniliśmy za tobą, Penny. Tak się cieszymy, że tu jesteś! Chwyta mnie lekko za rękę i ciągnie w stronę kuchni. Pozwalam jej na to, policzki mnie pieką. Tyler łapie moją drugą rękę i ściska ją uspokajająco, ciągnąc mnie delikatnie do przodu. Próbuję podążać za nimi — ale muszę niezgrabnie obejść masywną sylwetkę Ashera, ponieważ on nie przesuwa się z drogi. Ani o centymetr. Prześlizguję się obok niego, moje ramię ociera się lekko o jego ramię i to jak mijanie posągu — twardego, nieruchomego, zimnego. Nie odważam się spojrzeć na niego ponownie. Kuchnia jest ciepła i złocista, a stół praktycznie jęczy pod ciężarem jedzenia. Ogromny pieczony kurczak, chrupiący i złocisty. Wielka miska maślanych tłuczonych ziemniaków z ziołami. Pieczona fasolka szparagowa z migdałami. Świeżo upieczone bułeczki parujące w koszyku. Kolorowa sałatka pełna żurawiny i pokruszonej fety. Sosjerki z sosem pieczeniowym i innymi bogato pachnącymi dipami. Wygląda to tak, jakby Święto Dziękczynienia eksplodowało na stole. Odwracam się do pani Hayes, wciąż próbując odzyskać równowagę. — To wygląda niesamowicie. Dziękuję bardzo za zaproszenie. Promienieje do mnie. — Zawsze jesteś tu mile widziana, skarbie. Wszyscy szuramy krzesłami, zajmując miejsca; Tyler wciąga mnie na krzesło obok siebie. Asher zajmuje miejsce na drugim końcu stołu, w najdalszym możliwym punkcie ode mnie. Dobrze. Może jeśli będzie między nami wystarczająco dużo jedzenia, zapomnę o tym, jak jego oczy ciążyły na mojej skórze. Tyler praktycznie wibruje energią, wciąż uśmiechając się jak małe dziecko w Boże Narodzenie. — Poważnie nie miałem pojęcia, że przyjeżdżasz do domu, stary! — mówi Tyler, chwytając bułkę. — To nie było planowane — mówi jego brat, Asher, głosem tak ostrym, że mógłby ciąć szkło. Tyler zdaje się nie zauważać tego ostrza. Albo może po prostu je ignoruje, przyzwyczajony do niego. Pan Hayes chichocze, krojąc kurczaka. — Dotarł dopiero dziś rano. Trzy lata bez prawdziwej przerwy i wreszcie go wypuścili na chwilę. Trzy lata. Trzy lata wojskowych butów, krwi i jakichkolwiek okropieństw, z którymi mają do czynienia komandosi Navy SEALs, a o których nie rozmawiają. Podnoszę wzrok — i przyłapuję Ashera na tym, że już na mnie patrzy. Przełykam ślinę i szybko odwracam wzrok. — Wow — udaje mi się powiedzieć. — To... naprawdę imponujące. Asher tylko wzrusza ramionami, jakby to było nic. Szukam po omacku czegoś innego do powiedzenia. — Jak tam w Marynarce? Odstawia nóż i widelec z celową powolnością. — Nie wolno mi ujawniać żadnych informacji — mówi chłodno. Cisza, która następuje po tym, jest ciężka. Kiwam głową, próbując zachowywać się normalnie, nawet gdy napięcie uciska mi żebra. Na szczęście pani Hayes wkracza do akcji. — Więc jak balet, Penny? Przygotowania do Gali muszą iść pełną parą! Chwytam się tego tematu jak koła ratunkowego. — Idzie dobrze — mówię. — Stresująco, ale... dobrze. Przesłuchania zostały przesunięte. O to samo miejsce będzie walczyć kilkaset tancerek, więc... — wzruszam ramionami. — Nie ma gwarancji. I wtedy to słyszę. Ciche. Ostre. Prychnięcie. Zerkam w bok. Asher nawet na mnie nie patrzy, wrócił do jedzenia, jakby przed chwilą nie ogłosił swojej opinii wystarczająco głośno, żebym ją usłyszała. Nikt inny zdaje się tego nie zauważać. Albo może zauważyli i tylko udają. Wbijam widelec w ziemniaki mocniej niż to konieczne. Jaki on ma problem? Nie znam go. On nie zna mnie. A jednak jakimś cudem postanowił nienawidzić mnie od pierwszego wejrzenia. Rozmowa płynie dalej — Tyler mówi o piłce nożnej, pani Hayes droczy się z panem Hayesem o jego przypalone bułeczki, tysiąc małych, zwyczajnych spraw — ale pod tym wszystkim jest cichy szum. Szum, którego nie mogę przestać słyszeć. Ponieważ co jakiś czas, bezwiednie, podnoszę wzrok. I za każdym razem, gdy to robię— Asher już patrzy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7: Penny – Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu | Czytaj powieści online na beletrystyka