Wentylator pod sufitem skrzypi nade mną, jakby rozważał własną śmiertelność.
Leżę tak od... dłuższego czasu. Nie śpię. Po prostu trwam w bezruchu. Półprzymknięte powieki, jedno ramię na brzuchu, słucham, jak dom oddycha. Mój umysł dryfuje bez celu. Nicość jest niedoceniana.
Cisza jest miła, póki trwa.
Wtedy drzwi wejściowe otwierają się z hukiem, jakby były winne Tylerowi pieniądze. Słyszę znajomy
















