Nawet nie jestem już pewien, co ja tu robię. Wiem tylko, że chcę, by nadal się uśmiechała. Tym swoim jasnym, przesadnym, szczerzącym zęby uśmiechem, z którego aż kipi radość.
Mijamy stoisko z ciastem z lejka, a ona wciąga powietrze tak głośno, jakby ktoś się jej właśnie oświadczył.
– O mój Boże – mówi, odwracając się do mnie z szeroko otwartymi oczami. – Lubisz ciasto z lejka?
Wzruszam ramionami.
















