logo

beletrystyka

Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu

Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu

Autor: Lenora Shaw

Rozdział 3: Penny
Autor: Lenora Shaw
19 sty 2026
Samochód Tylera pracuje na biegu jałowym przed domem, gdy zamykam za sobą drzwi. Naciągam bluzę ciaśniej w pasie i truchtem pokonuję ostatnie kilka kroków przez trawnik. On wychyla się i otwiera drzwi pasażera, zanim do nich dotrę, szczerząc się, jakbyśmy nie widzieli się zaledwie dwanaście godzin temu. – Dzień dobry, słoneczko – mówi. Wślizguję się na siedzenie i rzucam torbę na tył. – Jesteś wcześnie. Wzrusza ramionami, odjeżdżając od krawężnika. – Musiałem się zrehabilitować. – Wybaczam ci – mówię, pochylając się, by pocałować go w policzek. Jego dłoń przesuwa się po konsoli, by spocząć na moim udzie, swobodna i ciepła. – Wciąż czuję się źle. Ta kanapka była do bani, co? – Była okropna – śmieję się. – Ale to było słodkie. Zerka na mnie szybko, jakby chciał się upewnić, że w tajemnicy wciąż nie jestem zła. Nie jestem. Ani trochę. Nie, kiedy jest taki – uśmiechnięty, o łagodnych oczach i starający się. Zawsze się stara, nawet jak nawali. Kampus jest tylko dziesięć minut od naszego osiedla, ale ruch przy wjeździe to zawsze katastrofa. Tylerowi zdaje się to nie przeszkadzać. Bębni palcami o kierownicę i podśpiewuje pod nosem do jakiejś indie-popowej playlisty, którą ustawił w kolejce. Mój plecak wydaje się cięższy niż zwykle, gdy idziemy w stronę głównego budynku. Mam dziś dwa zajęcia – nic wielkiego, ale wystarczająco, by utrzymać średnią. Balet pożera większość mojego harmonogramu, a przesłuchania do Gali oznaczają jeszcze więcej prób niż zwykle. Mimo to nie chcę odpuszczać. Lubię szkołę. Lubię robić rzeczy dobrze. Nawet kiedy jestem zmęczona. Jesteśmy w połowie korytarza, gdy słyszę pierwszy śmiech – ostry, kruchy, wyćwiczony. A potem głos Rebeki przecina powietrze. – O mój boże, o królowej lodu mowa. Zwalniam. Tyler nie, przynajmniej nie od razu. Ale potem on też ją słyszy. Rebecca opiera się o rząd szafek, cała w błyszczyku i arogancji, otoczona swoją stałą świtą – i nowym nabytkiem. Zoe. Cicha, mała Zoe, teraz przytakująca i udająca, że zawsze tam pasowała. Rebecca przechyla głowę, gdy mnie widzi. – Penelope. Wow. Wyglądasz na… zmęczoną. Nie przestaję iść, ale też nie przyspieszam. – Wciąż bawisz się w balerinę, co? – mówi. – Tyle tańczenia, a i tak nie jesteś tak chuda jak ja. Żołądek mi się skręca. Mówi to tak, jakby to był żart, jakby pomagała. Dziewczyny wokół niej się śmieją. Palce Tylera drgają w mojej dłoni, ale nic nie mówi. Rebecca robi krok do przodu, uśmiech ociekający słodyczą. – Ty w ogóle jesz? Czy żywisz się tylko… kostkami lodu i desperacją? – Rebecca – mruczę, nie patrząc na nią. Ale ona dopiero się rozkręca. Wyciąga rękę i przesuwa palcami lekko po ramieniu Tylera – od niechcenia, jakby to nic nie znaczyło. Ale cały czas obserwuje mnie. – Biedny Ty – mówi. – Czy ona ci w ogóle robi loda? Całe moje ciało staje się lodowate. – Wygląda na taką cnotkę – ciągnie Rebecca, a oczy jej błyszczą. – Jakbyś ją dotknął w niewłaściwy sposób, to by się rozsypała. Albo cię zgłosiła. Grupa wyje ze śmiechu. Tyler cofa ramię, wreszcie. – Dobra, wystarczy. Ale Rebecca nie skończyła. Macha leniwie ręką w moją stronę i odwraca się do swoich dziewczyn. – Ta tutaj naprawdę myśli, że balet to prawdziwa kariera. Więcej śmiechu. Nie zdaję sobie sprawy, jak bardzo zastygłam, dopóki Tyler nie zaczyna ciągnąć mnie znów do przodu. – Nie jest tego warta – mruczy, odprowadzając mnie. Oglądam się tylko raz. Przechodzimy połowę korytarza, zanim w końcu odzyskuję głos. – To była Zoe – mówię, chociaż już wiem, że to była ona. Ty zerka za siebie, wzrusza ramionami. – Chyba tak? – Od kiedy ona trzyma się z Rebeccą? – Nie wiem. Może od niedawna? Zatrzymuję się. On też staje, poprawiając torbę na ramieniu. Szczękę ma zaciśniętą. Nie jest zirytowany – jeszcze. Ale widzę, że zmierza w tę stronę. – To ta, której pomagałeś z chemią, prawda? – pytam. – Tak. – Poprosiła cię o pomoc? Pauza. Tylko sekunda. Może mniej. – Nie. Ja zaproponowałem. Co to ma za znaczenie? Patrzę za niego, w głąb korytarza. Głos Rebeki wciąż dźwięczy mi w uszach. Jej śmiech. Wyraz twarzy Zoe – jakby brała w tym udział, nawet jeśli się nie odezwała. – To po prostu wydaje się dziwne – mówię. – Jakby może to nie było przypadkowe. – Pen… – W zeszłym semestrze – zaczynam, a mój głos lekko drży, ale nie przestaję. – Wylały na mnie całą tacę jedzenia i powiedziały, że to wypadek. Rebecca włożyła mi gumę do point. Założyła fałszywe konto, pisała o mnie posty i kazała ludziom robić screeny i wysyłać je do moich instruktorów. Pamiętasz to? Czy to dla ciebie za mało, żeby pomyśleć, że są zdolne do czegoś takiego? Tyler wypuszcza powietrze i podciąga rękawy bluzy do łokci. – Nie mówię, że są święte. Mówię tylko, że Zoe nie wygląda na taką osobę. – Nie znasz jej. – Wiem, że jest cicha. Bystra. Zabawna. Po prostu potrzebowała pomocy, a ja jej udzieliłem. Krzyżuję ramiona. – A teraz stoi obok Rebeki, podczas gdy ona mnie upokarza przed korytarzem pełnym ludzi. – Nic nie powiedziała. – Nie musiała. Ty odwraca wzrok, potem znów patrzy na mnie, widocznie próbując zachować spokój. – Słuchaj, może po prostu trafiła do złej grupy. Albo myślała, że Rebecca żartuje. – To nie były żarty – warknęłam. Przeczesuje ręką włosy. – Okej. Wiem. Po prostu myślę, że może wyciągasz pochopne wnioski. Wpatruję się w niego. Chcę, żeby był wściekły. Chcę, żeby tam wrócił i coś powiedział. Chcę, żeby patrzył na mnie tak, jak wczoraj na moim ganku i powiedział: *Nie zasłużyłaś na to*. Ale zamiast tego broni Zoe. Dziewczyny o łagodnych oczach i teraz już znajomym uśmieszku, która może zniknąć w tłumie, podczas gdy Rebecca patroszy mnie uśmiechem. Mrugam mocno i odwracam się. – Naprawdę tego nie kumasz. Tyler łagodnieje, podchodząc blisko. – Penny, daj spokój. Nie rób tego. – Niczego nie robię. – Ona nie miała tego na myśli… – Rebecca czy Zoe? Waha się. No właśnie. Kręcę głową, próbując przełknąć gulę rosnącą w gardle. – Masz dużo na głowie – mówi delikatnie. – Gala, próby, zajęcia… te rzeczy, to nie musi zajmować miejsca w twojej głowie. – Ja o tym nie *decyduję* – mówię. – Nie wybieram tego, co we mnie zostaje. Upokorzyła mnie przy wszystkich. Sprawiła, że czułam się jak… Przerywam. Nawet nie znam właściwego słowa. Tyler dotyka mojego ramienia. – Nie musisz tego dźwigać. Jestem tutaj, okej? Kiwam głową, ale jest to sztywne. Mechaniczne. Pochyla się i całuje mnie w skroń, jakby nic się nie stało. – Napisz po zajęciach? – Ta – mówię. On rusza w jedną stronę. Ja idę w drugą.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3: Penny – Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu | Czytaj powieści online na beletrystyka