Mniej niż godzinę później samochód Tylera mruczy jak nowy.
Asher wyciera ręce w szmatę, rzuca ją na tył garażu i wślizguje się na fotel kierowcy, jakby był właścicielem świata i wszystkiego, co w nim jest.
Zapinam pasy nieco wolniej, obserwując go kątem oka.
Nic nie mówi — po prostu odpala silnik i wyjeżdża z parkingu, kierując nas w stronę osiedla, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
















