Czy kiedykolwiek myślałem, że pójdę na festyn?
Nie na byle jaki festyn. Na *powiatowy* festyn. Z jaskrawymi światłami, wszystkim smażonym w głębokim tłuszczu i dzieciakami wrzeszczącymi wniebogłosy na rozklekotanych kolejkach górskich, trzymających się na śrubach z lat pięćdziesiątych. Gdybyście zapytali mnie pół roku temu, gdzie będę w losowy wiosenny piątek, „powiatowy festyn” znalazłby się na l
















