logo

beletrystyka

Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu

Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu

Autor: Lenora Shaw

Rozdział 8: Penny
Autor: Lenora Shaw
19 sty 2026
Stoję obok pani Hayes, wsuwając ostrożnie talerze do zmywarki, podczas gdy głosy chłopaków dobiegają z salonu, mieszając się z odgłosem meczu w telewizji. Zazwyczaj to Tyler by tu stał, przecierając blaty od niechcenia i podkradając dodatkowe bułeczki, gdy myślał, że nikt nie patrzy. Ale dziś wieczorem pani Hayes uśmiechnęła się i kazała mu cieszyć się powrotem brata, a on nie wahał się porzucić swoich zwykłych obowiązków, znikając z szybkim pocałunkiem w moją skroń i wymamrotaną obietnicą, że jest mi dłużny. — Jestem taka pełna — mówię, śmiejąc się lekko, gdy zgarniam resztki z talerza do kosza, zanim włożę go do maszyny. — Poważnie, chyba potoczę się do domu. Kolacja była niesamowita. Muszę ukraść panu Hayesowi ten przepis na fasolkę szparagową. Pani Hayes też się śmieje, kręcąc głową, gdy płucze naczynie żaroodporne. — Och, nie przypisuj mu zbyt wielkich zasług. Cały ranek siedział na Pintereście, próbując wymyślić, co zrobić na ostatnią chwilę, kiedy zadzwonił Asher. Na dźwięk jego imienia moje dłonie zwalniają. To automatyczne, ten sposób, w jaki moje ramiona się napinają, jakby ciało rozpoznawało imię, zanim mózg zdąży zdecydować, co o nim myśleć. Pani Hayes to zauważa. Odstawia ostrożnie naczynie, wycierając ręce w ręcznik, i opiera biodro o blat, studiując mnie w ten łagodny, przenikliwy sposób, jaki mają matki. — Przepraszam — mówi głosem na tyle cichym, by nie przebił się przez szum telewizora. — Za to, jak się do ciebie wcześniej odezwał. Mrugam do niej, zaskoczona tą bezpośredniością, przeprosinami, o których nawet nie wiedziałam, że ich potrzebuję, dopóki nie zawisły między nami. — Nie musi pani przepraszać — mówię szybko, słowa wypadają jedno za drugim, ale pani Hayes tylko posyła mi znaczące spojrzenie. — Muszę — mówi. — Nie zasłużyłaś na to. Spuszczam wzrok, wodząc czubkiem palca po pęknięciu w blacie, niepewna, co powiedzieć. — To nic osobistego, Penny — kontynuuje łagodnie. — On taki jest dla większości ludzi. Zimny. Oschły. Jest taki już od jakiegoś czasu. Kiwam powoli głową, słowa zapadają mi w pierś, ciężkie i niewygodne. — Po prostu... — przerywam, marszcząc lekko brwi, szukając właściwych słów. — Wy jesteście tacy życzliwi. Tacy pełni życia. Chyba trudno to zrozumieć. Pani Hayes uśmiecha się, ale jest w tym coś smutnego, coś, co sprawia, że gardło mi się ściska. — Jego praca nie jest łatwa — mówi. — To nie jest ten rodzaj pracy, którą zostawiasz za drzwiami, kiedy wracasz do domu. Prawdopodobnie widział rzeczy, których my nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Znów kiwam głową, czując, jak fala winy skręca mi żołądek. Nie myślałam o tym. Tak naprawdę. Widziałam tylko twardość, urywane słowa, sposób, w jaki jego oczy zdawały się odzierać mnie ze wszystkiego, aż stawałam się mniejsza, niż chciałam być. Nie zastanawiałam się, co zbudowało te mury. Pani Hayes wyciąga rękę i ściska moją dłoń; ten prosty gest przywraca mnie do pionu. — Bądź dla niego cierpliwa — mówi cicho. — To nie ty. To po prostu... życie. Uśmiecham się, drobno, ale szczerze, odwzajemniając uścisk. — Mogę to zrobić. Klepie mnie jeszcze raz po dłoni i cofa się w stronę zlewu. — Idź do chłopców. Ja tu skończę. Waham się przez sekundę, dobre wychowanie uciska mnie w żebra, ale ona odprawia mnie uśmiechem, już odwracając się z powrotem do naczyń. Więc wycieram ręce w ręcznik i wymykam się z kuchni, podążając za znajomym gwarem głosów i stłumionym migotaniem telewizora. Salon jest przytulny, pogrążony w półmroku, z wyjątkiem niebieskiego światła wylewającego się z ekranu. Tyler jest rozwalony na kanapie, nogi ma wyciągnięte, puszka napoju balansuje niepewnie na podłokietniku obok niego. Pan Hayes siedzi w swoim fotelu, co kilka minut wykrzykując dobroduszne obelgi pod adresem sędziów, a jego głos wypełnia przestrzeń swobodną energią. A potem jest Asher. Siedzi w najdalszym kącie pokoju, jedną nogę ma wyciągniętą, jedno ramię przerzucone przez oparcie krzesła, jakby nie do końca odpoczywał, tylko czekał. Obserwował. Nic nie mówi. Nawet nie patrzy w moją stronę, kiedy wchodzę. Ale jakoś czuję, że jego obecność zmienia powietrze, naciągając je ciaśniej wokół moich żeber. Wtulam się w róg kanapy obok Tylera, podciągając kolana i obejmując je luźno ramionami, starając się nie zajmować zbyt wiele miejsca, starając się nie zauważać, że milczenie Ashera jest głośniejsze niż cokolwiek innego w pokoju. Tyler uśmiecha się szeroko i sięga, chwytając mnie za kostkę i wciągając jedną z moich stóp na swoje kolana. — Byłaś na nogach cały dzień — mówi, wciskając kciuki delikatnie w moje podbicie przez cienki materiał rajstop. Śmieję się, pacając go w ramię bez przekonania. — Nic mi nie jest. Poważnie. Pan Hayes chichocze. — Pozwól chłopakowi cię porozpieszczać. Twoje biedne stopy pewnie błagają o litość po tym, jak ta wasza profesor was cisnęła. Śmieję się znowu, szczerze i swobodnie, opierając się o poduszki, i przez kilka minut pozwalam sobie w tym zatonąć — w bezpieczeństwie, w znajomości, w tym, jak dłonie Tylera są ostrożne i kojące, w tym, jak salon pachnie cynamonem, starym drewnem i czymś wygodnym i prawdziwym. Ale nawet przez to wszystko, czuję to. Jego ciężar. Ashera. Milczący. Czujny. Jak burzowa chmura, której nikt inny nie widzi. Telewizor ryczy, Tyler i pan Hayes wymieniają uwagi, śmiejąc się, gdy jedna z drużyn psuje zagranie. Ale Asher nie mówi ani słowa. Ryzykuję spojrzenie na niego raz, tylko szybkie mignięcie oczami, i odkrywam, że wcale nie patrzy na telewizor. Wpatruje się w podłogę, szczękę ma zaciśniętą, ramiona sztywne pod miękkim materiałem koszulki, jakby siedział na drucie naciągniętym tak mocno, że mógłby pęknąć, gdyby ktoś go źle dotknął. Odwracam wzrok, serce bije trochę za szybko. Po chwili uwalniam stopę z kolan Tylera i wstaję, wygładzając kardigan. — Pójdę do łazienki — mówię, nie patrząc na nikogo konkretnego. Tyler mruczy coś w roztargnieniu, oczy ma przyklejone do powtórki migającej na ekranie. Wychodzę z pokoju cicho, wchodząc po schodach z pamięci, palcami sunąc po ścianie dla równowagi. Łazienka jest mała i ciepła, lustro lekko zaparowane od ciepła wciąż uwięzionego w domu. Zamykam za sobą drzwi i opieram się o nie, zamykając oczy. Co jest ze mną nie tak? Dlaczego bycie w jego pobliżu sprawia, że moja skóra wydaje się za ciasna, jakbym nosiła sweter o dwa rozmiary za mały? To tylko nowość, mówię sobie stanowczo. Tylko obcość kogoś nowego w przestrzeni, która zawsze była bezpieczna. Przyzwyczaję się. Muszę. To brat Tylera. To rodzina Tylera. Nie pozwolę, by jedno zimne spojrzenie to zniszczyło. Chlapię trochę wodą na nadgarstki, osuszam twarz i wygładzam dłonie na kardiganie, wypuszczając powoli powietrze. Bądź życzliwa. Bądź cierpliwa. Tak powiedziała pani Hayes. Mogę to zrobić. Sięgam do włącznika światła, pstrykam go i cofam się tyłem z łazienki. I wpadam prosto na ścianę. Tyle że— To nie jest ściana. To *klatka piersiowa*. Szeroka, nieustępliwa klatka piersiowa, która pachnie mydłem i czymś ciemniejszym, ukrytym głębiej. Cofam się o krok, mrugając w górę. I w górę. I w górę. Aż napotykam ciemne oczy. Asher. Stoi tam, zaledwie stopę ode mnie, patrząc na mnie z tym samym nieodgadnionym wyrazem twarzy, ramiona luźno wzdłuż boków, ciało całkowicie nieruchome, z wyjątkiem lekkiego przechylenia głowy, studiując mnie, jakby widział na wylot każdy uprzejmy uśmiech i drżący oddech. — P-przepraszam — jąkam, cofając się instynktownie. Nic nie mówi. Ani słowa. Cisza rozciąga się między nami, gęsta i napięta. Kręcę się niespokojnie, wygładzając dłonie na bokach dżinsów, desperacko szukając czegoś do zrobienia, miejsca, w które mogłabym spojrzeć, byle nie prosto w te oczy, które czuję, jakby rozbierały mnie na części. Kiedy wciąż się nie odzywa, schylam głowę i mijam go, serce wali mi tak mocno, że jestem pewna, iż on to słyszy. Docieram na dół i z powrotem do salonu tylko po to, by zastać go... pustym. Kanapa jest opuszczona. Telewizor wciąż migocze, teraz wyciszony. Głosy dobiegają z kuchni — pan i pani Hayes rozmawiają cicho, śmiejąc się z czegoś, czego nie mogę wyłapać. Ale Tylera nie ma. Marszczę brwi, rozglądając się, zdezorientowana. Zanim zdążę zawołać, głos za moimi plecami przecina ciszę. — Wyszedł. Odwracam się gwałtownie. Asher opiera się o balustradę na szczycie schodów, jedną rękę zacisnął na poręczy, jakby ledwo powstrzymywał się przed odejściem. — Co? — pytam, gardło mam suche. — Dostał sms-a — mówi Asher, głos ma płaski. — Coś o imprezie. Powiedział, że wróci później. Wpatruję się w niego, słowa nie do końca do mnie docierają. Tyler... wyszedł? W środku rodzinnego wieczoru? Zostawił mnie tutaj? Wyciągam telefon z kieszeni, serce mi zamiera, ale nic tam nie ma. Żadnego sms-a. Żadnego nieodebranego połączenia. Nic. Stoję tak przez sekundę dłużej, czując sto rzeczy naraz i żadna z nich nie jest dobra. Przyklejam uśmiech do twarzy, chowam telefon i idę w stronę kuchni, dziękując cicho państwu Hayes za kolację, za wszystko, ignorując sposób, w jaki pani Hayes przygląda się mojej twarzy nieco zbyt uważnie, sposób, w jaki pan Hayes mierzwi mi włosy, jakbym wciąż była małym dzieckiem. Potem chwytam torbę i buty z salonu, otulając się ciaśniej kardiganem. Jestem prawie przy drzwiach, kiedy czuję to znowu. Ciężar jego spojrzenia. Odwracam się, przełykając ciężko ślinę. — Miło było cię poznać — mówię do Ashera, wymuszając te słowa, mimo że smakują jak metal na moim języku. Nie odpowiada. Nie rusza się. Nie mruga. Kiwam głową raz, prawie do siebie, i wyślizguję się przez drzwi w noc. Powietrze jest ostre i zimne na mojej skórze, a mój kardigan nie jest dla niego żadną przeszkodą, ale i tak zaczynam iść, wpychając ręce do kieszeni, trzymając głowę nisko. Zimno przenika przez materiał, przez skórę, przez kruchą skorupę, którą staram się utrzymać w całości, ale idę dalej, myśli rozplątują się szybciej, niż potrafię je wyłapać, bałagan bólu, dezorientacji i czegoś jeszcze. Czegoś, czego jeszcze nie chcę nazywać.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 8: Penny – Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu | Czytaj powieści online na beletrystyka