logo

beletrystyka

Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu

Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu

Autor: Lenora Shaw

Rozdział 1: Penny
Autor: Lenora Shaw
19 sty 2026
Światła w studiu brzęczą nad głową, ostre i zimne, jak wszystko w tym miejscu. Lustra wyłożone wzdłuż ścian wyłapują każdą skazę, każde mignięcie zwątpienia, każdy krok postawiony choćby o pół sekundy za późno. Już się pocę, kark mam wilgotny, a dłonie lepkie wewnątrz różowego atłasu moich point. Wybijam się do jeté i ląduję źle. Nie tragicznie. Ale wystarczająco źle. – Jeszcze raz – mówi Madame Loretto głosem ostrym jak stukot jej laski o podłogę. Wracam gwałtownie do pozycji. Serce wali mi już zdecydowanie za szybko. Czuję, jak każda para oczu w sali przesuwa się na mnie – subtelne spojrzenia, ukradkowe uśmieszki, ten rodzaj wzroku, którym obdarzasz kogoś krwawiącego, ciesząc się, że to nie ty. Ruszam ponownie. I znów pudłuję. Niewiele. Zachwianie przy lądowaniu. Ułamek taktu za muzyką. Błąd, którego nikt by nie zauważył – poza Madame Loretto. Pianino urywa grę ostrym, dysonansowym dźwiękiem, gdy nauczycielka odwraca się na pięcie. – Penelope Vale. – Jej ton jest znużony. – Czy jesteś tu nowa? Złączam pięty, broda w górę, ramiona proste. – Nie, Madame. – Czy jesteś kontuzjowana? – Nie, Madame. – Zatem musisz być leniwa. – Kląska językiem. – To rozczarowujące. Cisza się przeciąga. W uszach mi dzwoni od wysiłku, by utrzymać cichy oddech. – Uczę cię od trzech lat – mówi, przechadzając się powoli przed lustrami, a jej odbicie ciągnie się za nią jak duch. – Trzy lata. Miałaś ile, szesnaście lat, kiedy tu przyszłaś? A teraz masz dziewiętnaście, wciąż tu jesteś i wciąż masz szczęście, że w ogóle wpuszczam cię do tego studia. Jesteś najmłodszą dziewczyną w tej klasie o całe cztery lata. Rozumiesz, jakie to rzadkie? Jakie masz szczęście, że w ogóle tańczysz w tej sali? – Tak, Madame. – To dlaczego to marnujesz? – Jej głos się podnosi, nie na głośności, ale na ostrości. – Tańczysz, odkąd skończyłaś dwa lata. Siedemnaście lat treningu, a wciąż lądujesz tak, jakbyś nie rozumieła grawitacji. Przesłuchania do Wiosennej Gali są w przyszłym tygodniu, a ty tańczysz, jakbyś już przegrała. Gardło mam ściśnięte. Kręgosłup sprawia wrażenie, jakby miał pęknąć od tego, jak sztywno się trzymam. – Chcesz to solo? – pyta. – To zachowuj się jak ktoś, kto na nie zasługuje. W przeciwnym razie dam je komuś z połową twojego talentu, ale podwójną dyscypliną. Długa cisza. Zwraca się do pianisty. – Pięć minut przerwy. Wszyscy. Penelope, usiądź. Opadam na podłogę, przyciskając dłonie do chłodnej wykładziny, żeby ukryć ich drżenie. Mila jest przy mnie sekundę później, z kolanami podciągniętymi pod brodę, a jej głos jest cichy. – Dobra, co to było? Nie patrzę na nią. Gapię się prosto w lustro, w którym moja twarz wygląda na zbyt bladą i zbyt napiętą. – Ty nie zawalasz takich rzeczy – mówi. – Nigdy. Dosłownie robiłaś to przez sen na tym nocnym maratonie zeszłej jesieni. Co się dzieje? Wypuszczam powietrze. Powoli. Kontrolowanie. – Ty zapomniał mnie odebrać po zajęciach. Mruga. – Tyler? Kiwam głową. – Czekałam jakieś dwadzieścia minut, ale pomagał jakiejś dziewczynie w nauce i zapomniał. Musiałam biec sześć przecznic i przebierać się na korytarzu, żeby zdążyć na czas. Usta Mili wykrzywiają się. – To już, który, czwarty raz? – Piąty. Nie mówi rzuć go, ale ma to wypisane na twarzy. – Powiedział, że przeprasza – dodaję, choć właściwie nie wiem po co. – Po prostu... wyleciało mu z głowy. – Wyleciało z głowy? – powtarza Mila. – W tygodniu twoich przesłuchań do Gali? Kręcę głową, przyciągając kolana do klatki piersiowej. – Jest okej. Po prostu jestem rozkojarzona. Naprawię to. Przez chwilę nic nie mówi, po czym trąca mnie ramieniem. – Lepiej, żebyś naprawiła. Amanda już w myślach ćwiczy mowę dziękczynną. Jęczę, śmiejąc się pod nosem. Ale ucisk w piersi nie ustępuje. Kiedy Madame Loretto wraca do studia, nawet na mnie nie patrzy. Mówi tylko: – Od początku. Wstaję. Znów zwracam się twarzą do lustra i przez chwilę po prostu oddycham. Patrzę na siebie – na ostre linie kości policzkowych, napięcie szczęki, drganie mięśnia pod jasnym materiałem trykotu. Znam ten taniec. Żyłam w nim. Jest mój. Muzyka rusza. Zaczynam. Wszystko znika – klasa, ból pleców, ukłucie słów Madame. Moje nogi wyciągają się czysto, ramiona tną powietrze jak wodę. Mój kręgosłup jest długi, korpus zablokowany i napięty, palce miękkie i żywe. Czuję przepływ muzyki w każdym calu ciała. Obrót. Lądowanie. Oddycham tym. Jeté. Piruet. Relevé. Idealnie. Mój cień rozciąga się obok mnie w lustrze, precyzyjny i ostry, ale nie patrzę na niego. Jestem w ruchu. Nie mam nadziei, że jest dobrze – ja wiem, że jest. Każde odliczenie. Każdy ruch nadgarstka. Moja twarz pozostaje nieruchoma, nieczytelna. Ale w środku płonę. Finałowa sekwencja wymiata mnie na środek, powolne, celowe zejście z arabeski do ostatniej pozycji. Zatrzymuję się, zbalansowana. Opanowana. Nieważka. Wypuszczam powietrze. A potem… cisza. Madame Loretto stoi na skraju sali, nieczytelna. Czekam na coś – krytykę, korektę, nawet na więcej ciszy. Zamiast tego daje jedno, pojedyncze, oszczędne skinienie głową. To wszystko. Żadnych oklasków. Żadnych komplementów. Ale czuję to jak uderzenie pioruna. Moja klatka piersiowa zakwita gorącem, a uśmiech wdziera się na moją twarz, zanim zdążę go powstrzymać. To skinienie oznacza, że to zrobiłam. To skinienie oznacza, że to wystarczyło. Siadam ponownie, tym razem wolniej, adrenalina wciąż pulsuje w moich kończynach. Mila szczerzy się do mnie. – Dobra. To było przerażająco dobre. – Tak? – mówię, udając, że piję wodę, mimo że ręce trochę mi się trzęsą. – Wyglądałaś jak inna osoba. Jak… ktoś z filmu. Zmiażdżyłaś to. Uśmiecham się szerzej. – Wiem. To nie arogancja. To nawet nie ulga. To coś cichszego. Coś zapracowanego. Przez kilka sekund nie myślę o Tylerze, o byciu dziewiętnastolatką ani o tym, jak szybko musiałam biec, żeby tu dotrzeć. Myślę tylko o tej ostatniej nucie muzyki i o tym, jak w nią trafiłam, gdy całe moje ciało wciąż wibrowało. Nie potrzebuję pochwał. Nie potrzebuję oklasków. Potrzebuję tylko tańca.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 1: Penny – Zakochana w bracie mojego chłopaka, marynarzu | Czytaj powieści online na beletrystyka