Siedzę w salonie z kubkiem herbaty, która dawno wystygła, obejmując go dłonią, jakby to mogło jeszcze w czymś pomóc. Po drugiej stronie pokoju Tyler jest w połowie swojej przemowy, praktycznie świecąc samozadowoleniem, gdy dalej ględzi o swoim „genialnym” planie – jakby właśnie wynalazł schronienie albo krojony chleb.
Nasi rodzice kiwają głowami, popijając drinki, przytulni i zadowoleni. Nasza mam
















