Powiedziałem sobie, żeby się nie ruszać.
Żeby posadzić dupę i zostawić ją w spokoju. Nie moja sprawa. Nie mój problem.
Ale wtedy wstała.
Wciągając tę ciężką torbę na ramię, jakby ważyła więcej niż ona sama. Ramiona napięte. Oczy wlepione w boisko, jakby wierzyła, że jeśli będzie się gapić wystarczająco mocno, ktoś przyjdzie jej szukać.
Nikt nie przychodzi.
Zeszła już do połowy trybun, zanim w ogól
















