Nie wiem, która godzina. Pewnie późno. Jarmark w końcu cichnie, powietrze jest teraz chłodniejsze, ciężkie od zapachu smażonego ciasta, waty cukrowej i czegoś, co może być spalonym plastikiem. Zrobiliśmy wszystko – każdą grę, każdą karuzelę, nawet ten absurdalny dom strachów z animatronicznymi szkieletami, przez które Penny prawie krzyknęła na głos i chwyciła mnie za ramię, jakbyśmy byli pod ostrz
















