Znowu śpi.
Tak mi się wydaje.
Jej oddech jest teraz równy. Wolniejszy. Cichszy. Jedna ręka wciąż zaciska się na materiale mojej koszulki, jakby bała się, że zniknę, jeśli puści. Nie jestem pewien, za kogo mnie uważa – za jakąś kotwicę? Tarczę? Coś tymczasowego?
Nie myli się.
Ale zaczynam czuć, jakbym był też czymś innym. Czymś, czym nie powinienem być.
Wpatruję się w sufit w ciemności. Nie ma nic
















