Eric zanosi się śmiechem tak gwałtownie, że prawie rozlewa swojego drinka. Siedzimy wciśnięci w narożną lożę małego baru, który śmierdzi smażoną cebulą i tanią whisky – to ten rodzaj miejsca, w którym przesiadywaliśmy na przepustkach. Wydaje się, jakby to było w innym życiu, i może faktycznie było.
– Więc jesteśmy w tym zapomnianym przez Boga kanionie, pośrodku niczego – mówi Eric między atakami ś
















