Budzę się w pustym łóżku, a podejrzanie ciężka kołdra owija mnie niczym kokon, jakbym miała próbować ucieczki.
Przez sekundę wciąż jestem na wpół śpiąca, mrugając w sufit i próbując sobie przypomnieć, gdzie jestem, jaki jest dzień i dlaczego czuję się dziwnie szczęśliwa.
Wtedy to do mnie dociera.
Zeszła noc.
Ramię Tylera wokół mojej talii, jego niski śmiech przy moim uchu, sposób, w jaki całował m
















