Znowu na dole. Bezpieczna. Tak jakby.
Salon Hayesów pachnie cynamonem i świeżym praniem, a ja czepiam się tego jak tratwy ratunkowej, bo zdecydowanie wciąż nie mam zwarcia styków po moim momencie na górze z Asherem.
Skądże. Totalnie w porządku. Totalnie normalnie. Po prostu ja, Penelope Vales, mrugająca jak spłoszona sarna, wciąż próbująca sobie przypomnieć, jak używać nóg.
Jego głos wciąż echem o
















