Burza była już zła, kiedy wyszedłem z domu kilka minut temu.
Po prostu nie zdawałem sobie sprawy, o ile się pogorszyła, dopóki faktycznie nie ruszyliśmy chodnikiem.
Albo próbowaliśmy.
Deszcz nie tyle pada, co tnie – zimne, twarde tafle, które czuje się jak maleńkie noże przeciągane po każdej skórze, która była na tyle głupia, by zostać odsłonięta.
Wiatr uderza mocno, nieustępliwie, napierając na m
















