W chwili, gdy tamci faceci znikają w głębi alejki, w chwili, gdy niebezpieczeństwo technicznie mija, odwracam się do niej – i gniew, furia, adrenalina, które ledwo trzymałem w ryzach, w końcu się uwalniają.
Stoi tam, mała i drżąca, próbując wyglądać na odważniejszą niż się czuje, i coś w tym – coś w niej – sprawia, że gniew uderza jeszcze mocniej.
– O czym ty, do *cholery*, myślałaś? – szczekam, p
















